Napisane 8 września 1945. A, 6399-6428
Jezus przebywa na równinach [leżących w okolicy] Korozain, wzdłuż doliny
górnego Jordanu, pomiędzy Jeziorem Genezaret a Meron. Pola pełne winorośli.
Już zaczęło się winobranie. Musi tu już przebywać od kilku dni, bo tego ranka są
z Nim uczniowie, którzy byli w Szikaminon, a pomiędzy nimi – Szczepan i
Hermas. Izaak tłumaczy się, że nie mógł przybyć wcześniej, gdyż – jak mówi –
zastanawiał się, czy dobrze zrobi prowadząc ze sobą nowo przybyłych, i te
rozmyślania spowodowały opóźnienie.
«Ale – mówi jeszcze – pomyślałem, że droga do Nieba jest otwarta dla
wszystkich, którzy mają dobrą wolę, a wydaje mi się, że oni, choć są uczniami
Gamaliela, do takich należą.»
«Dobrze powiedziałeś i dobrze zrobiłeś. Przyprowadź ich tutaj do Mnie.»
Izaak odchodzi i powraca z dwoma [uczniami Gamaliela].
«Pokój niech będzie z wami. Czy słowo apostołów wydało się wam na tyle
prawdziwe, że chcecie się do nich przyłączyć?»
«Tak, ale Twoje jeszcze bardziej... Nie odtrącaj nas, Nauczycielu...»
«Dlaczego miałbym to uczynić?» [– pyta Jezus]
«Bo należymy do [uczniów] Gamaliela.»
«I co z tego? Ja szanuję wielkiego Gamaliela i chciałbym, żeby był ze Mną, gdyż
jest godzien tu być. Tylko tego mu brakuje, żeby jego mądrość przemienić w
doskonałość. Co wam powiedział, kiedy go opuściliście? Bo z pewnością go
pożegnaliście...»
656
«Tak. Powiedział nam: “Szczęśliwi jesteście, że potraficie wierzyć. Módlcie się,
żebym i ja zapomniał, aby umieć sobie przypomnieć.»
Apostołowie, którzy z ciekawością ściśle otoczyli Jezusa, patrzą jeden na
drugiego i pytają cicho: «Co on chciał powiedzieć? Czego on chce? Zapomnieć,
żeby pamiętać?»
Jezus słyszy te szepty i wyjaśnia:
«On chce zapomnieć swoją mądrość, żeby przyjąć Moją. Chce zapomnieć, że
jest Gamalielem rabbim, żeby sobie przypomnieć, że jest synem Izraela, który
czeka na Chrystusa. Chce zapomnieć o samym sobie, żeby sobie przypomnieć o
Prawdzie.»
«Ale on nie jest kłamcą, Nauczycielu» – mówi Hermas, żeby usprawiedliwić
Gamaliela.
«Nie. Ale jest [napełniony] gmatwaniną biednych ludzkich słów, które są
kłamstwem. To słowa, które zastępują Słowo. Trzeba je zapomnieć, pozbyć się
ich, przyjść nagim oraz dziewiczym do Prawdy, żeby zostać odzianym i [stać
się] płodnym. To wymaga pokory. Podwodna skała...»
«W takim razie my też musimy zapomnieć?»
«Bez wątpienia... Zapomnieć o wszystkim, co jest tylko ludzkie. Pamiętać o
wszystkim, co [należy do] spraw Boga. Chodźcie, wy umiecie to uczynić.»
«My chcemy to uczynić» – zapewnia Hermas.
«Czy żyliście już życiem uczniów?» [– pyta Jezus.]
«Tak, od dnia kiedy dowiedzieliśmy się o śmierci Chrzciciela. Nowina dotarła
bardzo szybko do Jerozolimy. Przynieśli ją dworzanie i żołnierze Heroda. Jego
śmierć wyrwała nas z odrętwienia» – odpowiada Szczepan.
«Krew męczenników jest zawsze życiem dla tych, którzy są w odrętwieniu.
Pamiętaj o tym, Szczepanie.»
«Dobrze, Nauczycielu. Czy będziesz dziś mówił? Jestem spragniony Twego
słowa.»
«Już przemawiałem, ale będę jeszcze wiele mówił do was, uczniów. Wasi
towarzysze, apostołowie, już rozpoczęli misję po intensywnym przygotowaniu.
Ale ich jest zbyt mało jak na potrzeby świata. A trzeba żeby wszystko zostało
zrobione w określonym czasie. Jestem jak ktoś, kto ma [wyznaczony] termin
[płatności] i musi wszystko wykonać w ograniczonym czasie. Proszę was
wszystkich o pomoc i w imię Boga też wam obiecuję pomoc i chwalebną
przyszłość.»
Przenikliwe
płaszczem:
oko
Jezusa
odkrywa
mężczyznę
szczelnie
okrytego
lnianym
«Czy ty nie jesteś kapłanem Janem?»
«Tak, Nauczycielu. Bardziej wyjałowione niż przeklęta dolina [trędowatych]
jest serce Judejczyków. Uciekłem w poszukiwaniu Ciebie.»
«A kapłaństwo?»
657
«Trąd wydalił mnie z niego za pierwszym razem, ludzie – za drugim, bo kocham
Ciebie. Twoja Łaska przyciąga mnie do siebie... do Ciebie. Ona też usunęła mnie
z miejsca hańby i zaprowadziła do miejsca czystego. Ty mnie oczyściłeś,
Nauczycielu, w ciele i w duchu. A rzecz czysta nie może, nie powinna zbliżać się
do tego, co nieczyste. Znieważyłoby to tego, który ją oczyścił.»
«Twój osąd jest surowy, lecz nie jest niesłuszny.»
«Nauczycielu, brudy rodziny są znane temu, kto żyje w rodzinie. Można o nich
mówić jedynie temu, kto ma prawego ducha. Takim jesteś Ty... zresztą Ty
wiesz... Co do innych... to nie będę im o tym mówił. Tu jesteś Ty, Twoi
apostołowie, oraz ci dwaj, którzy wiedzą jak Ty i ja. Zatem...»
[Jezus mówi:] «Dobrze. Ale... O! Ty także?! Pokój niech będzie z tobą!
Przyszedłeś, żeby znowu dać pożywienie?»
«Nie, ażeby mieć dla siebie Twój pokarm.»
«Czy straciłeś swe zbiory?»
«O, nie! Nigdy nie były tak piękne. Ale, mój Nauczycielu, szukam innego chleba,
innych zbiorów: Twoich. A ze mną mam trędowatego [sługę], którego
uzdrowiłeś na moich ziemiach. Powrócił do swego pana. Ale on i ja mamy teraz
jednego Pana, za którym chcemy iść i jemu służyć: Ciebie.»
«Chodźcie więc. Jeden, dwóch, trzech, czterech... Dobre żniwo! Ale czy
zastanowiliście się nad waszą sytuacją wobec Świątyni? Wy wiecie i Ja wiem...
nic więcej nie mówię...»
«Ja jestem człowiekiem wolnym i idę, gdzie chcę» – mówi [uzdrowiony niegdyś
przez Jezusa z trądu] kapłan Jan.
«Ja też» – odpowiada nowo przybyły uczony w Piśmie Jan. To ten człowiek,
który nakarmił [rzesze] w szabat u stóp Góry Błogosławieństw.
«I my też» – mówią Hermas i Szczepan [uczniowie Gamaliela].
A Szczepan dodaje: «Mów do nas, Panie. Nie wiemy, na czym dokładnie polega
nasza misja. Daj nam minimum, żebyśmy mogli zaraz służyć Tobie. Resztę
otrzymamy, kiedy pójdziemy za Tobą.»
«Tak. Na Górze mówiłeś o błogosławieństwach. I to było pouczenie dla nas. Ale
co powinniśmy czynić innym z powodu drugiej miłości: miłości bliźniego?» –
pyta uczony w Piśmie Jan.
«Gdzie jest Jan z Endor?» – pyta Jezus.
«Tam, Nauczycielu, z uzdrowionymi.»
«Niech tutaj przyjdzie.»
Jan z Endor przybiega. Jezus kładzie mu rękę na ramieniu, witając go w sposób
szczególny, i mówi:
«Teraz będę mówił. Chcę mieć was przed Sobą, was, którzy nosicie święte imię:
[Jan]. Ciebie, Mój apostole; ciebie, kapłanie; ciebie, uczony w Piśmie; ciebie,
Janie [- uczniu] Chrzciciela, a wreszcie ciebie, aby zamknąć koronę łask danych
przez Boga. A chociaż ciebie wymieniam na końcu, to ty wiesz, że nie jesteś
ostatni w Moim sercu. To tobie pewnego dnia obiecałem tę mowę. Będziesz ją
miał.»
658
I Jezus wchodzi – tak jak zwykle – na małe zbocze, żeby wszyscy mogli Go
widzieć. Przed Sobą, w pierwszym rzędzie, ma pięciu Janów. Z tyłu znajdują się
uczniowie, wymieszani z tymi, którzy zbiegli się ze wszystkich stron Palestyny z
powodu [pragnienia odzyskania] zdrowia lub żeby usłyszeć słowo [Jezusa].
«Pokój niech będzie z wami wszystkimi i mądrość nad wami. Posłuchajcie.
Ktoś pewnego odległego dnia zapytał Mnie: czy Bóg jest miłosierny wobec
grzeszników i jak wielkie jest to Jego miłosierdzie? Ten, kto Mnie o to pytał, był
grzesznikiem, który otrzymał przebaczenie, ale nie umiał zrozumieć całkowicie
Bożego przebaczenia. A Ja, przez przypowieści, uspokajałem go, upewniałem i
obiecałem, że jemu zawsze będę mówił o miłosierdziu, żeby jego skruszone
serce – które wydawało się zabłąkanym dzieckiem i płakało w jego wnętrzu –
czuło się upewnione, że Ojciec Niebieski już je posiada.
Bóg jest Miłosierdziem, ponieważ Bóg jest Miłością. Sługa Boży musi być
miłosiernym, żeby naśladować Boga. Bóg posługuje się miłosierdziem, żeby
przyciągnąć do Siebie Swe dzieci, które zeszły z [Jego] drogi.
Przykazanie miłości musi obowiązywać wszystkich, ale po trzykroć powinno być
zobowiązaniem dla sług Bożych.
Nie zdobywa się Nieba, jeśli się nie miłuje. To wystarczy powiedzieć wierzącym.
Sługom zaś Boga powiadam: “Nie sprawia się, że wierzący zdobywają Niebo,
jeśli się nie miłuje w sposób doskonały”. A wy, kim jesteście – wy, którzy
tłoczycie się wokół Mnie? W znacznej części jesteście stworzeniami usiłującymi
dojść do życia doskonałego, do życia błogosławionego, żmudnego,
promiennego, [do życia] sługi Bożego posługującego Chrystusowi. A jakie
obowiązki spoczywają na was w tym życiu sług i posługujących? Całkowita
miłość do Boga, całkowita miłość do bliźniego. Wasz cel: służyć. Jak?
Przywracając Bogu to, co świat, ciało i demon odebrały Bogu. W jaki sposób?
Przez miłość. Miłość, która ma tysiące swoich przejawów i jeden jedyny cel:
wzbudzanie miłości.
Pomyślmy o naszym pięknym Jordanie. Jakże jest okazały w Jerychu! Czy
jednak był tak wielki u swych źródeł? Nie, był strużką wody. Takim pozostałby
też [Jordan], gdyby był ciągle sam. Tymczasem z tych oto gór i wzgórz – z
jednej i z drugiej strony doliny – spływa wiele tysięcy dopływów: jedne
pojedyncze, inne zaś uformowane z setek strumyków. Wszystkie wlewają się do
koryta rzeki. Ona zaś wzrasta, wzrasta, wzrasta, aż z łagodnego strumyka –
jakim był [Jordan na początku,] z prądu srebrzystej lazurowej wody, śmiejącej
się i igrającej w swym dzieciństwie – staje się rzeką szeroką, poważną,
spokojną, wijącą się lazurową wstęgą pośrodku urodzajnych brzegów o
barwach szmaragdu.
Tak samo jest z miłością. Początkowo jest ona jak [małe] pasemko u tych,
którzy są [jeszcze] dziećmi na Drodze Życia. Potrafią zaledwie wystrzegać się
ciężkiego grzechu z lęku przed karą. Potem jednak – w miarę postępowania na
drodze doskonałości – z gór człowieczeństwa, kamienistych, wysuszonych,
pysznych, twardych, spływają, dzięki pragnieniu miłości, liczne strumyki tej
podstawowej cnoty. Wszystko zaś – boleści i radości – służy jej wytryśnięciu i
powiększeniu, podobnie jak w górach zamarznięte śniegi oraz słońce, które je
topi, służą powstaniu strumieni. Wszystko służy otwarciu im drogi: pokora jak i
skrucha. Wszystko służy skierowaniu ich ku głównej rzece. Dusza bowiem,
popchnięta na tę drogę, z upodobaniem wpada w unicestwienie ja, dążąc do
ponownego wstąpienia w górę, przyciągana przez Słońce-Boga, po staniu się
rzeką potężną, wspaniałą, dobroczynną.
659
Strumyki, zasilające embrionalny strumień miłości pełnej lęku [przed karą za
grzechy] to, poza cnotami, dzieła, jakich uczą wypełniać cnoty. Dzieła te, żeby
być strumykami miłości, są właśnie dziełami miłosierdzia. Spójrzmy na nie
razem. Niektóre były już znane w Izraelu. Co do innych, to Ja daję wam je
poznać, gdyż Moje prawo jest doskonałością miłości.
Nakarmić głodnych.
Obowiązek wdzięczności i miłości. Obowiązek naśladowania. Dzieci są
wdzięczne ojcu za chleb, jaki im zapewnia, i – stawszy się [dorosłymi] ludźmi –
naśladują go, zapewniając chleb swoim dzieciom oraz swemu ojcu, którego
wiek uczynił już niezdolnym do pracy. Zapewniają [mu] chleb dzięki swej pracy,
odpłacając z wielkim uczuciem i zgodnie ze sprawiedliwością za dobro, jakie
sami otrzymali. Czwarte przykazanie mówi: “Czcij swego ojca i swoją matkę”.
Czcić ich siwe włosy to także [tak postępować], by ich nie doprowadzić do
[konieczności] proszenia innych o chleb.
Przed czwartym przykazaniem jest jednak pierwsze: “Kochaj ze wszystkich sił
Boga” oraz drugie: “Kochaj twego bliźniego jak siebie samego”. Kochać Boga
dla Niego samego i kochać Go w bliźnim – oto doskonałość.
Kocha się Go, dając chleb głodnemu na pamiątkę tego, że Bóg tak wiele razy
nasycił człowieka przez Swe cudowne dzieła. Nie patrząc tylko na mannę i
przepiórki [dane przez Boga ludowi na pustyni], spójrzmy na stały cud ziarna.
Kiełkuje ono dzięki dobroci Boga. On dał ziemię zdatną do uprawy i zarządza
wiatrami, deszczami, ciepłem, porami roku, żeby ziarno stało się kłosem zboża,
a kłos – chlebem.
Czyż nie był to cud Jego miłosierdzia, że pouczył nadprzyrodzonym światłem
Swe grzeszne dzieci, iż te wielkie i delikatne trawy – które kończą się kłosem ze
złotymi ziarnami o ciepłym zapachu słońca, zamknięte w twardej osłonie
kolczastych łusek – zawierają pożywienie? I że należało je zebrać, wyłuskać,
zetrzeć na mąkę, rozczynić i upiec? Tego wszystkiego nauczył Bóg. A [żeby
wiedzieć], jak zbierać, łuskać, rozgniatać, ugnieść i upiec, On umieścił kamienie
przy kłosach i blisko kamieni – wodę. On przez odblaski wody i słońca zapalił
pierwszy ogień na ziemi, a wiatr przyniósł do ognia ziarno, które się piekło
wydzielając przyjemny zapach. Dzięki temu człowiek pojął, że lepiej je tak
[przyrządzić] niż wyłuskać z kłosa, jak jedzą je ptaki... albo [jeszcze lepiej]
zmieszać z wodą po zmieleniu i zrobić lepką masę, którą [potem] piecze się na
ogniu. Nie myślicie o tym wy, którzy jecie chleb dobrze wypieczony w domowym
piecu, jakiego miłosierdzia dowodzi fakt dojścia do tego doskonałego pieczenia.
[Nie zastanawiacie się,] jaką drogę przeszło ludzkie poznanie od pierwszego
kłosa – który człowiek przeżuwał tak, jak czyni to koń – aż do dzisiejszego
chleba. A dzięki komu? Dzięki Temu, który dał chleb. I tak było z wszystkimi
rodzajami pożywienia, z roślinami i zwierzętami, jakimi Stwórca okrył tę ziemię:
miejsce ojcowskiej kary dla grzesznego dziecka. Człowiek poznał to wszystko
dzięki dobroczynnemu [wewnętrznemu] światłu.
Dawajcie więc jeść głodnym. To prośba o [wyrażenie] wdzięczności wobec Pana
i Ojca, który nas syci. W ten sposób też naśladujemy Ojca. Jesteśmy do Niego
podobni przez [udzielanie] darmowego daru, który – naśladując Jego działania
– mamy czynić coraz większym.
Dać pić spragnionym.
Czy kiedykolwiek pomyśleliście, co stałoby się, gdyby Ojciec już więcej nie
spuścił deszczu? Albo gdyby rzekł: “Z powodu waszej zatwardziałości wobec
tego, który jest spragniony, przeszkodzę obłokom spuścić [deszcz] na ziemię” –
czy moglibyśmy protestować lub przeklinać? Woda jeszcze bardziej niż ziarno
660
należy do Boga. Ziarno bowiem jest uprawiane przez człowieka, natomiast sam
jeden Bóg uprawia pola obłoków, które spadają jako deszcz lub rosa, jako mgły
lub śniegi i odżywiają pola. Napełniają zbiorniki, rzeki i jeziora i dają
schronienie rybom, które – wraz ze zwierzętami – zaspokajają głód człowieka.
Czyż więc możecie odmówić człowiekowi, który was prosi: “Daj mi pić” [i
powiedzieć mu] – “Nie. Ta woda do mnie należy i nie dam ci jej”? Kłamcy! Któż
z was zrobił choćby jeden płatek śniegu lub jedną kroplę deszczu? Kto
spowodował wyparowanie jednego diamentu rosy przez jej astralne ciepło? Nikt
z was. Jedynie Bóg to czyni. I jeśli wody spadają z nieba i wstępują do niego, to
dlatego że Bóg kieruje tą częścią stworzenia, tak jak kieruje resztą.
Dajcie więc spragnionemu orzeźwiającej wody, która wypływa z żył ziemi, lub
czystej wody z waszej studni albo tej, która napełnia wasze zbiorniki. Wody
należą do Boga. One są dla wszystkich. Dawajcie ją spragnionemu. Powiadam
wam: za ten tak mały czyn – który nie wymaga od was wydawania pieniędzy,
który nie zmusza do innego trudu jak tylko do podania kubka lub konwi –
będziecie mieć nagrodę w Niebie. To bowiem nie jest woda, lecz akt miłości –
wielki w oczach Bożych i w Jego osądzie.
Przyodziać nagich.
Przechodzą po drogach ziemi ludzie nędzni, nadzy, zawstydzeni, godni litości.
To opuszczeni starcy. To ludzie ułomni z powodu chorób lub wypadków. To
trędowaci, powracający do życia dzięki dobroci Pana. To wdowy obciążone
rodziną. Są ludzie dotknięci nieszczęściami, które odebrały im wszelką
zamożność. Są niewinne sieroty. Gdy spoglądam na obszar ziemi, wszędzie
widzę osoby nagie lub okryte łachmanami, które ledwie strzegą przyzwoitości,
nie chroniąc jednak przed zimnem. Osoby te patrzą upokorzonym okiem na
bogatych. Ci zaś mijają ich, w miękkich szatach, z wygodnymi sandałami na
nogach. Poniżenie i dobroć – u dobrych; poniżenie i nienawiść – u mniej
dobrych. Ale dlaczego nie przychodzicie im z pomocą w ich upokorzeniu, czyniąc
ich lepszymi, jeśli są dobrzy, a waszą miłością niszcząc nienawiść, jeśli są mniej
dobrzy?
Nie mówcie: “Mam tylko dla siebie”. I chleba na stołach, i [szat] w szafach
macie o wiele więcej niż ci, którzy są całkowicie opuszczeni. Niejeden ze
słuchających Mnie potrafił zrobić małe ubranko dla sieroty lub dla biednego
dziecka, z szaty odłożonej z powodu zużycia. Jest wśród was ktoś, kto ze
starego płótna wykonał koszulki dla niewinnego dziecka, które ich nie posiada.
Jest też człowiek, który przez lata jako żebrak potrafił dzielić się chlebem
zdobywanym z trudem, z jałmużny. [Dzielił się] z trędowatym, który nie mógł
iść wyciągnąć ręki u drzwi bogatych. Zaprawdę powiadam wam, że ludzi
miłosiernych nie trzeba szukać pośród posiadaczy dóbr, lecz w pokornych
szeregach biednych, którzy wiedzą – z powodu swej sytuacji – jak straszne jest
ubóstwo.
Jak [macie myśleć o pochodzeniu] wody i chlebów, tak też pomyślcie o wełnie i
lnie służącym wam do przyobleczenia się: to pochodzi od zwierząt i roślin.
Ojciec zaś stworzył je nie tylko dla ludzi bogatych, lecz dla wszystkich. Bóg dał
człowiekowi jedno [prawdziwe] bogactwo: Swą Łaskę, zdrowie, inteligencję.
Nie [dał On] natomiast splamionego bogactwa, jakim jest złoto. To wy
nadaliście wartość metalowi, który nie jest wcale piękniejszy od innych, a jest o
wiele mniej użyteczny od żelaza. Jego bowiem używa się do wykonania motyk i
pługów, broni i sierpów, dłut i młotków, pił, hebli, świętych narzędzi do świętej
pracy. [Wy zaś wywyższyliście złoto] do rangi metalu szlachetnego, chociaż
jego szlachetność jest bezużyteczna, złudna. [Zrobiliście to] za namową
szatana, który z synów Bożych uczynił was dzikusami podobnymi do
drapieżnych zwierząt. Bogactwo [posiadania] tego, co jest święte, udzielało
661
wam środków do stawania się coraz bardziej świętymi! Nie [dało wam takich
środków] bogactwo zbrodnicze, sprawiające, że płynie tak wiele krwi i łez.
Dawajcie tak, jak sami otrzymaliście. Dawajcie w imię Pana, nie obawiając się,
że pozostaniecie nadzy. Lepiej byłoby umrzeć z zimna, ogołociwszy się przez
wzgląd na żebraka, niż pozwolić, by przez brak miłości zlodowaciało serce,
nawet pod miękkimi szatami.
Ciepło dokonanego przez nas dobra jest słodsze niż płaszcz z najczystszej
wełny, a ciało biedaka, którego okryliśmy, przemawia do Boga i mówi Mu:
“Błogosław tych, którzy mnie przyodziali.”
Nasycić, ugasić pragnienie, ubrać – pozbawiając siebie, żeby dać innym – to
połączyć święty umiar z najświętszą miłością oraz z błogosławioną
sprawiedliwością.
To
bowiem
dzięki
[błogosławionej
sprawiedliwości]
zmieniamy w święty [sposób] los braci nieszczęśliwych. Dajemy z tego, co za
pozwoleniem Boga mamy w obfitości, przez wzgląd na tych, którzy przez zło
ludzi lub przez choroby są pozbawieni [dóbr]. Gościnność zaś udzielona
wędrowcom łączy miłość z ufnością i szacunkiem wobec bliźniego. To również
jest cnotą. Czy wiecie o tym? To cnota, która – u posiadających ją – objawia,
oprócz miłości, uczciwość. Kto bowiem jest szlachetny, ten postępuje dobrze.
Ponieważ zaś myśli, że inni działają tak, jak [on] zwykle postępuje, dlatego ma
ufność, prostotę i wierzy w szczerość słów bliźniego. Słuchający, który nie jest
podejrzliwy wobec opowiadań bliźniego, ujawnia, że sam jest kimś, kto mówi
prawdę w wielkich i w małych rzeczach.
Dlaczego mamy myśleć na widok podróżnego, który prosi o gościnę: “A jeśli to
złodziej lub zabójca?” Czyżby tak bardzo zależało wam na waszych bogactwach,
że każdy obcy stający przed wami sprawia, że drżycie o nie? Czy tak wam zależy
na waszym życiu, że drżycie z przerażenia na myśl, że moglibyście być go
pozbawieni? Jak to? Czy myślicie, że Bóg nie może obronić was przed
złodziejami? Jak to? Obawiacie się w przechodniu złodzieja, a nie boicie się
gościa z ciemności, który was pozbawia tego, co niezastąpione? Iluż udziela
gościny demonowi w swoich sercach! Mógłbym stwierdzić: wszyscy dają
mieszkanie grzechowi głównemu, a jednak nikt nie drży z jego powodu. Czyżby
nie było nic cenniejszego nad dobro, bogactwo i nad życie [na ziemi]? Czyż nie
jest cenniejsza wieczność, której pozwalacie się pozbawić i zabijacie ją przez
grzech? Biedne, biedne dusze, ogołocone ze swego skarbu, które wpadły w ręce
zabójców tak, jakby to było bez znaczenia, a barykadują domy, zakładają zamki,
[posiadają] psy i skrzynie, żeby bronić rzeczy, których nie zabiorą ze sobą na
drugi świat!
Dlaczego widzicie w każdym podróżnym złodzieja? Jesteśmy przecież braćmi.
Dom otwiera się na przechodzących braci. Czy podróżny nie ma [takiej samej]
krwi jak nasza? O, tak! On ma krew Adama i Ewy. Czy nie jest naszym bratem?
Jak to nie?! Jest tylko jeden Ojciec: Bóg. On dał nam tę samą duszę, jak ojciec
daje tę samą krew dzieciom z tego samego łoża. Jest ktoś biedny? Zróbcie tak,
żeby nie był bardziej biedny od niego wasz duch, pozbawiony przyjaźni Pana.
Jego szata jest potargana? Czyńcie tak, żeby wasza dusza nie była [jeszcze]
bardziej podarta przez grzech. Jego stopy są zabłocone lub zakurzone?
Postępujcie tak, żeby bardziej niż jego sandał – zabrudzony przez szmat drogi,
zużyty przez długą podróż – wasze ja nie było uszkodzone przez występki. Jego
wygląd jest niemiły? Zachowujcie się tak, żeby wasz wygląd nie był bardziej
niemiły w oczach Boga. Mówi obcym językiem? Czyńcie tak, żeby język waszego
serca nie był niezrozumiały w Mieście Bożym.
Ujrzyjcie w wędrowcu brata. Wszyscy jesteśmy podróżnikami na drodze do
Nieba i wszyscy pukamy do drzwi, które są przy drodze prowadzącej do Nieba.
Drzwiami są patriarchowie i sprawiedliwi, aniołowie i archaniołowie. Im się
662
polecamy, żeby otrzymać pomoc i obronę dla dotarcia do celu, żeby nie upaść z
wyczerpania w ciemnościach nocy, w surowości chłodu – na pastwę zasadzek
wilków i szakali, złych namiętności i demonów. Jak bardzo pragniemy, żeby
aniołowie i święci otwarli przed nami [drzwi] z miłością, żeby nam dali
schronienie i przywrócili siły dla kontynuowania drogi. Zachowujmy się więc tak
samo wobec podróżnych tej ziemi. Powiadam wam: za każdym razem kiedy
otworzycie dom i ramiona – pozdrawiając nieznajomego słodkim imieniem
“brata”, myśląc o Bogu, który go zna – przemierzycie wiele mil na drodze
prowadzącej do Nieba.
Chorych nawiedzać.
O! Jak [wszyscy] jesteśmy podróżnymi, tak wszyscy ludzie są naprawdę chorzy.
Najpoważniejszymi chorobami są choroby ducha – niewidzialne i najbardziej
śmiertelne. A jednak nie wywołują odrazy. Rana moralna nie budzi wstrętu.
Smród występku nie wywołuje mdłości. Demoniczne szaleństwo nie napawa
lękiem. Nie odpycha gangrena duchowego trądu. Grób napełniony zgnilizną
człowieka, którego dusza jest martwa i zepsuta, nie powoduje rzucania się do
ucieczki. Nie [wiąże się z] klątwą zbliżenie się do jednej z tych nieczystości.
Biedna, ograniczona myśl człowieka! Ale odpowiedzcie: czy duch ma większą
wartość, czy raczej ciało i krew? Czy to co materialne może, przez sąsiedztwo,
psuć to, co bezcielesne? Nie. Ja wam mówię, że nie. Duch ma wartość
nieskończoną w porównaniu z ciałem i krwią. Tak. Ciało nie ma potęgi większej
niż duch. Ducha może zniszczyć nie to, co materialne, lecz to, co jest duchowe.
Nawet jeśli ktoś opiekuje się trędowatym człowiekiem, jego duch nie stanie się
trędowaty. Przeciwnie nawet, z powodu miłości – jaką praktykuje heroicznie aż
do odosobnienia się w dolinie umarłych, ze względu na litość wobec brata –
opada z niego każda skaza grzechowa. Miłość bowiem jest rozgrzeszeniem z
grzechu i pierwszym z oczyszczeń.
Niech waszą pierwszą myślą będzie zawsze: “Co chciałbym, żeby mi uczyniono,
gdybym był jak on?” I czyńcie tak, jakbyście chcieli, żeby wam czyniono.
Obecnie Izrael ma jeszcze swe dawne prawa. Przyjdzie jednak dzień – i jego
jutrzenka nie jest już bardzo daleka – kiedy będzie się czcić jako symbol
absolutnego piękna obraz Kogoś, w kim realnie zostanie odtworzony Mąż
boleści z Księgi Izajasza i Udręczony z psalmu Dawida; Kogoś, kto będzie
Odkupicielem rodzaju ludzkiego, dlatego że się upodobni do trędowatego. Do
Jego ran pobiegną – jak łanie do źródeł – wszyscy spragnieni, chorzy,
wyczerpani, wszyscy, którzy płaczą na tej ziemi. On ich napoi, uzdrowi, da
wytchnienie, pociechę duchowi i ciału. Najlepsi zaś gorąco zapragną upodobnić
się do Niego. [Będą chcieli stać się] pokrytymi ranami, wykrwawionymi,
pobitymi, ukoronowanymi cierniem, ukrzyżowanymi z miłości do ludzi, których
trzeba odkupić, kontynuując dzieło Tego, który jest Królem królów i
Odkupicielem świata.
Wy jeszcze jesteście z Izraela, lecz już wyrastają wam skrzydła, żeby
poszybować ku Królestwu niebieskiemu. Zacznijcie od dziś [pojmować] tę myśl i
nową wartość chorób. Błogosławiąc Boga, który zachował was w dobrym
zdrowiu, pochylcie się nad cierpiącymi i umierającymi. Jeden z Moich apostołów
powiedział pewnego dnia do któregoś ze swych braci: “Nie bój się dotykać
trędowatych. Z woli Boga żadna choroba nas nie dosięgnie”. Dobrze powiedział.
Bóg chroni Swe sługi. Ale nawet gdybyście się zarazili, opiekując się chorymi,
zostalibyście przeniesieni do drugiego życia jako męczennicy miłości.
Więźniów nawiedzać.
Czy sądzicie, że na galerach znajdują się jedynie zbrodniarze? Ludzka
sprawiedliwość jest ślepa na jedno oko, a drugie ma zmącone spojrzenie. Widzi
663
wielbłądy tam, gdzie są obłoki, a za węża bierze gałąź w kwiatach. Osądza źle –
a jeszcze gorzej dlatego że ten, który nią kieruje, specjalnie tworzy kłęby dymu,
żeby widziała jeszcze gorzej. Ale nawet gdyby wszyscy więźniowie byli
złodziejami i mordercami, to nie jest słuszne, żebyśmy i my stawali się
złodziejami i mordercami, odbierając im przez naszą wzgardę ducha
przebaczenia.
Biedni więźniowie! Oni nie ośmielają się podnieść oczu ku Bogu, tak
przytłaczają ich winy. Naprawdę ich duchy są bardziej związane łańcuchami niż
ich stopy. Jednak biada, jeśli nie mają ufności w Bogu! Do zbrodni przeciw
bliźniemu dodają zbrodnię braku ufności w przebaczenie. Galera jest
zadośćuczynieniem, tak jak jest nim śmierć na szubienicy. Jednak za dokonaną
zbrodnię nie wystarczy spłacić tylko to, co należy się ludzkiej społeczności.
Trzeba też zapłacić – i to przede wszystkim – tę część, która ma być zapłacona
Bogu dla odpokutowania winy, żeby posiąść życie wieczne. Zbuntowany i
zrozpaczony człowiek odpokutowuje jedynie wobec społeczności ludzi.
Ku skazańcowi i ku więźniowi niech podąża miłość braci. To będzie światło w
ciemnościach, to będzie głos, to będzie ręka, która wskazuje szczyty, a głos
mówi: “Niech moja miłość powie ci, że Bóg cię kocha. To on włożył w moje serce
tę miłość do ciebie, nieszczęśliwego brata”, a światło pozwoli dojrzeć Boga,
Ojca pełnego litości.
Niech wasza miłość idzie też – z [jeszcze] słuszniejszego powodu – pocieszać
męczenników ludzkiej niesprawiedliwości: tych, którzy nie są winni lub tych,
których okrutna siła popchnęła ku zabijaniu. Nie osądzajcie nawet tam, gdzie
dokonano sądu. Wy nie wiecie, z jakiego powodu człowiek mógł zabić. Wy nie
wiecie, że wiele razy nie jest umarłym ten, który zabija. [Działa] bowiem jakby
był [pozbawionym rozumu] narzędziem, gdyż bezkrwawa zbrodnia odebrała mu
rozumowanie przez nikczemność okrutnej zdrady. Bóg wie. To wystarczy. W
drugim życiu ujrzymy w Niebie wielu galerników, wielu, którzy zabili i kradli...
Ujrzymy też w Piekle wielu takich, którzy wydawali się okradanymi oraz
zabijanymi. Tymczasem w rzeczywistości to oni, pozorne ofiary, byli
prawdziwymi
złodziejami
pokoju
bliźniego,
uczciwości,
ufności,
byli
prawdziwymi zabójcami serca. [Stali się] ofiarami, bo na koniec zostali sami
uderzeni. [Doszło do tego] jednak po tym, jak przez lata oni sami skrycie
uderzali [drugiego]. Zabójstwo i kradzież to grzechy. Bardziej jednak od
człowieka, który zabijał i kradł dlatego, że doprowadzili go do tego inni – potem
zaś nawrócił się – zostanie ukarany ten, kto innych prowadzi do grzechu i nie
nawraca się z tego, nie odczuwając wyrzutów sumienia.
A zatem nigdy nie osądzając, bądźcie pełni litości dla więźniów. Zawsze myślcie,
że gdyby miano ukarać wszystkie zabójstwa i rabunki, byłoby niewielu
mężczyzn i niewiele kobiet, które nie umarłyby na galerach lub na szubienicy.
Jak nazwiemy te matki, które poczynają i nie chcą wydać na światło swego
owocu? O, nie bawcie się w słowa! Nazwijmy je szczerze ich mianem:
“Zabójczynie”.
Jakie imię damy tym mężczyznom, którzy odbierają innym dobrą opinię i
stanowiska? Cóż, [nazwiemy ich] po prostu: “złodziejami”, bo nimi są. Jak
nazwać tych mężczyzn i te kobiety, którzy – przez cudzołóstwo lub dręczenie
swoich współmałżonków – popychają ich do zabójstwa lub samobójstwa? Jakie
jest imię wielkich tej ziemi, którzy doprowadzają do rozpaczy swych poddanych,
a przez rozpacz – do przemocy? Oto ono: “Zbrodniarze”. I cóż? Nikt [przed
nimi] nie ucieka. Widzicie dobrze, że – nie zdając sobie z tego sprawy – żyjemy
pomiędzy galernikami. Nie wpadli oni w ręce sprawiedliwości i wypełniają domy
oraz miasta, ocierają się o nas na drogach, śpią z nami w gospodach i
spożywają z nami posiłki.
664
Któż jest bez grzechu? Gdyby palec Boży pisał po murach komnaty, w której
ucztują myśli człowieka, [czyli] po czole, oskarżycielskie słowa – odnoszące się
do tego, czym byliście, czym jesteście lub czym będziecie – niewiele czół
nosiłoby [wypisane] świetlistymi literami słowo: “niewinny”. Na czołach byłyby
wypisane – literami zielonymi jak zazdrość lub czarnymi jak zdrada, lub
czerwonymi jak zbrodnia – słowa: “Cudzołożnicy”, “Zabójcy”, “Złodzieje”,
“Zbrodniarze”.
Bądźcie więc, bez pychy, miłosierni wobec waszych braci po ludzku mniej
szczęśliwych, bo są w więzieniach i pokutują za tę samą winę, której wy nie
wynagradzacie. To będzie korzystne dla waszej pokory.
Pogrzebać umarłych.
Rozważanie śmierci to szkoła życia. Chciałbym was wszystkich zaprowadzić
przed oblicze śmierci i powiedzieć wam: “Umiejcie żyć święcie, żeby mieć [do
czynienia] tylko z tą śmiercią, która jest [jedynie] czasowym rozdzieleniem
ciała i ducha. Po niej bowiem [nastąpi w przyszłości] powstanie z martwych na
wieczność, w ponownej jedności błogosławionych.”
Wszyscy rodzimy się nadzy. Wszyscy umieramy, stając się zwłokami podatnymi
na rozkład. Królowie czy nędzarze umierają tak, jak przychodzą na świat. Nawet
jeśli bogactwo królów pozwala na dłuższą konserwację zwłok, to i tak rozkład
zawsze staje się losem martwego ciała. Nawet mumie... czymże one są? Ciałem?
Nie. Materią skamieniałą pod wpływem żywic, zdrewniałą. Nie stają się pastwą
robaków, bo są opróżnione i wypalone przez kadzidła, ale – pastwą pasożytów
toczących ją jak stare drewno.
Proch staje się jednak prochem, jak powiedział Bóg. Musimy jednak pamiętać,
że jest to proch uświęcony w sposób, który go nie różni od przedmiotów, jakie
dotknęły Arki Przymierza. [Jest tak] dlatego, że ten proch otaczał ducha i był
przez niego ożywiany. [Staje się on przez to] jak rzecz, która dotknęła chwały
Bożej. Jest nią dusza człowieka, gdyż był przynajmniej jeden moment, w którym
dusza była doskonała: kiedy stwarzał ją Bóg. A chociaż potem Zmaza ją skalała,
odbierając jej doskonałość, to nawet dzięki swemu pochodzeniu dusza udziela
piękna materii. Z powodu tego piękna, które pochodzi od Boga, ciało staje się
piękniejsze i zasługuje na szacunek. Jesteśmy świątyniami i zasługujemy na
szacunek, jakim zawsze były otaczane miejsca, w których przebywała Arka
Przymierza.
Okażcie
zatem
miłość
umarłym,
czekającym
na
zmartwychwstanie,
[zapewniając] im godny spoczynek. Ujrzyjcie we wspaniałej harmonii ludzkiego
ciała i ducha rękę Boga, który wszystko wymyślił i ukształtował w sposób
doskonały. Nawet w zwłokach czcijcie dzieło Pana.
Człowiek jednak nie jest samym ciałem i krwią. Jest także duszą i myślą. One
także cierpią i trzeba im udzielić miłosiernej pomocy.
Są [ludzie] nieobeznani, czyniący zło dlatego, że nie znają dobra. Iluż nie zna
lub zna źle sprawy Boże, a nawet – prawa moralne! Tęsknią, wygłodniali, gdyż
nie ma nikogo, kto by im dał pokarm. Wyniszcza ich brak prawd, które by ich
żywiły. Idźcie ich pouczyć, gdyż to po to was gromadzę i wysyłam. Dawajcie
chleb duchowy zgłodniałym duchom. Pouczanie prostaczków odpowiada – w
porządku duchowym – nakarmieniu głodnych. Jeśli udziela się nagrody za chleb
dany omdlewającemu, żeby w tym dniu nie umarł, to jaka nagroda zostanie
udzielona temu, który karmi ducha prawdami wiecznymi, dając człowiekowi
życie wieczne? Nie [zachowujcie dla siebie] skąpo tego, co wiecie. Zostało wam
to dane darmo i hojnie. Dawajcie prawdę bez skąpstwa, gdyż jest to coś
Bożego, jakby woda niebieska. Trzeba ją dawać tak, jak została [wam] dana.
665
Nie bądźcie skąpi i nie pysznijcie się tym, co zostało wam dane, lecz dawajcie z
pokorną wspaniałomyślnością.
Dajcie też ochłodę modlitwy, przejrzystą i dobroczynną, żyjącym i umarłym,
spragnionym łask. Nie należy odmawiać wody spragnionym podniebieniom. A co
należy dawać udręczonym sercom żyjących i cierpiącym duchom umarłych?
Modlitwy, modlitwy, owocne dzięki aktywnej miłości i duchowi ofiary.
Modlitwa musi być prawdziwa, a nie mechaniczna, jak odgłos koła na drodze.
Czy to odgłos czy koło sprawia, że porusza się wóz? To koła używa się do tego,
by wóz toczył się naprzód. Podobnie jest z modlitwą [tylko] ustną i
mechaniczną oraz z modlitwą aktywną. Pierwsza – to hałas i nic więcej. Druga
jest pracą, w której zużywa się siły i wzrasta cierpienie, lecz dochodzi się do
celu. Módlcie się więcej waszymi ofiarami niż wargami. Wtedy dacie odpoczynek
żyjącym i umarłym, wypełniając drugi uczynek miłosierdzia duchowego. Świat
bardziej zostanie ocalony przez modlitwy tych, którzy umieją się modlić, niż
przez hałaśliwe, bezużyteczne, zbrodnicze walki.
Wielu ludzi na świecie posiada wiedzę, jednak nie potrafią wierzyć wytrwale.
Jakby byli schwytani przez dwa przeciwstawne obozy, wahają się, wahają... Nie
postępują ani o krok naprzód i wyczerpują swe siły, nie dochodząc do niczego.
To ludzie wahający się, należący do tych, którzy mówią: “ale”, “gdyby”,
“potem”. To ci, którzy pytają: “Czy potem tak będzie?” “A gdyby tak nie było?”
“Czy dam radę?” “A jeśli mi się nie uda?” i tak dalej. To powoje. Jeśli nie
znajdują punktu zaczepienia, nie wspinają się; jeśli go znajdą, zaczepiają się tu
i tam. Nie tylko trzeba je podtrzymywać, lecz należy im pomóc wzrastać przy
każdym nowym przełomie dnia.
O! Naprawdę wystawiają na próbę cierpliwość i miłość, bardziej niż opóźnione
dziecko! Jednak w Imię Pana nie opuszczajcie ich! Udzielajcie całej waszej
promiennej wiary, całej waszej gorejącej siły tym ludziom - więźniom samych
siebie i ich niejasnej choroby. Prowadźcie ich ku słońcu i ku szczytom. Bądźcie
panami i ojcami dla wahających się, nie zniechęcając się ani nie niecierpliwiąc.
Oni sprawiają, że opadają wam ręce? Bardzo dobrze. Wy też wiele razy
sprawiacie, że opadają ręce Mnie i jeszcze bardziej Ojcu, który jest w
Niebiosach. On często musi myśleć, że pozornie daremne jest to, iż Jego Słowo
stało się Ciałem. Człowiek bowiem nadal się waha, nawet teraz, kiedy słyszy,
jak mówi Słowo Boże.
Wy nie możecie uważać się za większych od Boga, ode Mnie! Otwórzcie więc
więzienia więźniów “ale”, “gdyby”... Uwolnijcie ich od kajdan: “Czy dam radę?”
“A jeśli mi się nie uda?”. Przekonajcie ich, że wystarczy uczynić wszystko, co w
naszej mocy, żeby Bóg był zadowolony. A jeśli ujrzycie, że odpadli od podpórki,
nie zostawiajcie ich, lecz podnieście ich jeszcze raz. Tak czynią matki. One nie
przechodzą obok, jeśli ich dziecko akurat upadło. Zatrzymują się, podnoszą,
otrzepują, pocieszają, podtrzymują, aż nie będzie się lękało nowego upadku. I
czynią tak przez miesiące i lata, jeśli dziecko ma słabe nóżki.
Przyodziejcie tych, których duch jest nagi, przebaczając tym, którzy was
znieważają.
Zniewaga jest sprzeczna z miłością. To co sprzeczne z miłością pozbawia Boga.
Ten zatem, kto popełnia zniewagę, staje się nagi i jedynie przebaczenie
znieważonego przyodziewa tę nagość, przywracając mu Boga. Żeby przebaczyć,
Bóg czeka aż przebaczy znieważony człowiek. [Czeka, żeby] przebaczyć tak
człowiekowi obrażonemu przez drugiego, jak i temu, który obraził człowieka i
Boga. Nie ma bowiem nikogo, kto nie obraziłby swego Pana. Bóg jednak nam
przebacza, jeśli my przebaczamy bliźniemu. [Bóg] przebacza bliźniemu, jeśli
666
przebaczył mu ten, kto został [przez niego] znieważony. Stanie się wam tak, jak
wy czyniliście. Przebaczajcie zatem, jeśli chcecie, żeby wam przebaczono.
Wtedy – dzięki miłości, jaką dawaliście – będziecie się cieszyć w Niebiosach tak,
jakby na wasze święte ramiona wkładano płaszcz z gwiazd.
Bądźcie miłosierni wobec tych, którzy płaczą.
To są ci, których życie zraniło; ci, których serce zostało złamane w ich
uczuciach.
Nie zamykajcie się w waszej radości jak w twierdzy. Umiejcie płakać z tymi,
którzy płaczą, pocieszać strapionych, zapełniać pustkę człowieka, którego
śmierć pozbawiła krewnego. [Bądźcie] ojcami dla sierot, dziećmi dla rodziców,
braćmi jedni dla drugich.
Kochajcie. Dlaczego kochać tylko szczęśliwych? Oni już posiadają swoją część
słońca. Kochajcie płaczących. To najmniej mili dla świata, lecz świat nie zna
wartości łez. Wy ją znacie. Kochajcie więc płaczących. Kochajcie ich, jeśli są
zrezygnowani w smutku. Kochajcie ich – i to jeszcze bardziej – gdy ból
doprowadza ich do buntu. Nie wyrzuty, lecz łagodność – dla przekonania ich w
bólu o pożyteczności cierpienia. Oni mogą, za zasłoną z łez, widzieć w sposób
zdeformowany obraz Boga, ograniczony tylko do wyrażania mściwej
wszechmocy. Nie. Nie gorszcie się! Nie, to tylko zaślepienie wynikłe z gorączki
cierpienia. Pomóżcie im, aby ich gorączka spadła.
Niech wasza całkiem świeża wiara będzie jak lód dany temu, kto majaczy.
Potem, gdy najsilniejsza gorączka opada, gdy przychodzi osłabienie oraz
zdumione przytępienie [u człowieka] podnoszącego się z szoku, zacznijcie
rozmawiać o Bogu, jak o czymś nowym – łagodnie i cierpliwie. [Postępujcie] jak
z dziećmi, opóźnionymi [w rozwoju] wskutek choroby... O! [Opowiedzcie]
piękną historię, jaką się opowiada dla zajęcia tego wiecznego dziecka, którym
jest człowiek! A potem zamilknijcie. Nie wywierajcie nacisku... Dusza sama nad
sobą pracuje. Pomóżcie jej pieszczotami i modlitwą. A kiedy mówi: “A więc to
nie był Bóg?”, mówcie: “Nie, On nie chciał cię skrzywdzić, bo cię kocha. [On
kocha cię] także za tego, kto już cię nie kocha z powodu śmierci lub z innej
przyczyny.” A kiedy dusza odpowie: “A ja Go oskarżałam”, powiedzcie: “On o
tym zapomniał, ponieważ to była gorączka”. I kiedy odpowie: “Zatem pragnę
Go”, powiedzcie: “Oto On! Jest przy twoim sercu i czeka, aż je otworzysz”.
Znoście osoby przykre. One przychodzą przeszkadzać w małym domu naszego
ja, jak wędrowcy przychodzą przeszkadzać w domu, w którym mieszkamy. Ale
jak powiedziałem wam o przyjmowaniu tych ostatnich, tak [proszę was, byście]
przyjęli też tych pierwszych.
Są dokuczliwi? Jednak – lepiej lub gorzej – oni kochają was, chociaż wy ich nie
kochacie z powodu tego, że wam przeszkadzają. Przyjmijcie ich z powodu tej
miłości. I nawet gdyby stawiali niedyskretne pytania, mówili wam o swej
nienawiści, znieważali was, postępujcie cierpliwie i z miłością. Możecie uczynić
ich lepszymi przez waszą cierpliwość. Możecie też zgorszyć ich przez wasz brak
miłości. Cierpicie, widząc ich grzeszących. Powinniście jednak bardziej cierpieć
wtedy, kiedy nakłaniacie ich do grzechu i sami grzeszycie. Przyjmijcie ich w
Moje Imię, jeśli nie potraficie przyjąć ich z własną miłością. Bóg zaś udzieli wam
nagrody, kiedy przyjdzie potem Sam was odwiedzić, żeby zatrzeć nieprzyjemne
wspomnienie Swymi nadprzyrodzonymi pieszczotami.
Wreszcie usiłujcie pogrzebać grzeszników, żeby przygotować ich powrót do
życia w Łasce. Czy wiecie, kiedy to robicie? Kiedy napominacie ich z
natarczywością ojcowską, cierpliwą, pełną miłości. To jest tak, jakbyście
667
zakrywali powoli brzydotę ciała przed powierzeniem go grobowi, w oczekiwaniu
na Boży rozkaz: “Wstań i chodź do Mnie!”
Czy my, Hebrajczycy, nie oczyszczamy ciał, przez szacunek dla tego ciała, które
ma zmartwychwstać? Napominać grzeszników to jakby oczyszczać ich członki
przed ceremonią pogrzebania. Reszty dokona Łaska Pana. Oczyszczajcie
grzeszników przez miłość, łzy, ofiary. Bądźcie bohaterami w wyrywaniu ducha z
zepsucia. Bądźcie heroiczni. To nie pozostanie bez nagrody. Jeśli bowiem
otrzymujemy nagrodę za kubek wody dany dla zaspokojenia fizycznego
pragnienia, cóż zostanie dane za odebranie duchowi piekielnego pragnienia?
[Skończyłem] mówić. Takie są dzieła miłosierdzia wobec ciała i ducha.
Powodują one wzrost miłości. Idźcie i wypełniajcie je. I niech pokój Boży i Mój
będą z wami teraz i na zawsze.»